Fucha na zmywaku

Trzydziestego listopada w naszej szkole odbywały się andrzejki. Polegają one na organizowaniu przez gimnazjalistów zabaw dla podstawówki. Zostaliśmy podzieleni na  grupy, Naszej trafiła się, powszechnie uznawana za najlepszą rolę, organizacja jedzenia. Uznawana jest za najlepszą, ponieważ nie ma przy tym dużo roboty i można się najeść dużo niezdrowych rzeczy. W naszej grupie rozdzieliliśmy się na dwie drużyny.  Kamil i Kuba pilnowali dzieci i podawali im jedzenie, wówczas gdy my siedzieliśmy w kuchni i myliśmy gary. Większości wydaje się to nudne, lecz my sami wybraliśmy tę robotę, ponieważ uwijaliśmy się z tym szybko i mieliśmy dużo wolnego czasu. Przez to, że spędzaliśmy większość czasu w kuchni, nie mogliśmy jeść łakoci, które były na górze. Zaradziliśmy temu, „kradnąc” jedzenie z góry i przemycając je do kuchni. Po ekspresowym umyciu naczyń  siadaliśmy z herbatką i przekąską przy stoliku w kuchence. Nasze posiedzenia z herbatką były bardzo przyjemne, lecz często zakłócane przez nawiedzających nas nauczycieli i uczniów. Pewna rzecz nas zaniepokoiła: woda w kranie miała dziwny kolor. Była mętna i biała,  wydawała się brudna. Naczynia wycieraliśmy papierem toaletowym, ponieważ wszystkie szmatki były brudne i śmierdziały. Polecamy zmywanie naczyń na andrzejkach, nie jest to takie złe, zwłaszcza gdy odpowiednio się postępuje.

Zmywacze

Reklamy

Podstawki nas wybijają- z serii trudny jest życie gimbusa

Pewnie się zastanawiacie, co znaczą „ Podstawki”. A więc wspaniałomyślnie was olśnimy. Chodzi tu o populacje podstawówki. Skoro my mamy swoją nazwę, to oni też mają prawo ją mieć (Jeszcze nad nią popracujemy). Wszystkie gimbusy wiedzą, że są gorzej traktowane od młodszych obywateli Dony. Podstawki tego nie zauważają, bo opływają w luksusy, ale pod naszymi sztucznymi uśmiechami kryje się grymas bólu. Bez nas ta szkoła nie ma sensu. My tworzymy Donę. Jesteśmy niczym serce, a podstawówka to reszta pomniejszych organów. Również ważnych. Jednak to my dyktujemy rytm. Jeśli chodzi o rozrywkę, to kto ją zapewnia podstawkom? Oczywiście my. Kto organizuje św. Mikołaja na święta i aniołki? My! Kto tworzy rozmaite zabawy na andrzejki? My! My jesteśmy bogami Dony. Poza tym zdarza się, że chcemy sobie pójść do toalety. Ale nie da się tam dostać, gdyż podstawki zajmują całą łazienkę, debatując nad problemami. No i super, tylko  naszych potrzeb fizjologicznych nie da się załatwić w innym miejscu, natomiast rozmawiać można praktycznie wszędzie!  Również gdyby nie my, wszystkie młode duszeczki by padły z głodu. Kto ich dokarmia, gdy mama lub tatuś nie dadzą im śniadanka? Gimbusy! Podstawki pędzą do naszego sklepiku, a my miłosiernie ich obsługujemy i nawet wydajemy odpowiednią resztę (mimo, że tych najmłodszych moglibyśmy wykorzystać). Sprzedając, nie mamy czasu na odpoczynek. Nie mamy życia!  Strach się bać, co będzie w liceum. Jak tak dalej pójdzie, to każdy będzie musiał wykupić sobie bilet do terapeuty…

Mechowe panny

Pomaganie jest cudowne

Kiedy 2 grudnia przyszłam na kiermasz szkolny, nie oglądając się za innymi salami, od razu poszłam na pierwsze piętro do klasy 7. Miały się tam odbywać warsztaty dekorowania pierniczków dla dzieci i nie tylko. Na wielkim stole (czyli kilku ławkach połączonych razem) stały pięknie ustawione wszystkie lukry, posypki, chusteczki, talerzyki na niebieskiej ceracie w białe kropki. Na stole leżały też piękne białe, gwiazdkowe lampki, które dodawały uroku całemu stanowisku pracy. Niedaleko wielkiego stołu stał mniejszy (tym razem złączony z dwóch ławek). Leżały na takiej samej ceracie wszystkie zapasowe chusteczki, talerzyki i dwie misy z wrzątkiem (oczywiście dobrze strzeżonym) do rozrzedzenia lukrów. Poza tym na stole znajdowały się również awaryjne posypki i inne potrzebne nam rzeczy. Kiedy o 10:00 rozpoczął się kiermasz, dzieci zaczęły chętnie przychodzić do naszej sali. Usiadły przy stolikach i zabierały pierniczki pieczone przez nas i panią Anię.  Dzieci zaczęły kolorowo ozdabiać owe pierniczki. Każdy miał limit pierniczków. Lecz dobrze pamiętamy, jak niektórzy zabierali za dużo ciastek. Jednak dla wszystkich starczyło! Gdy już pierniczki były gotowe, dawaliśmy je do specjalnego miejsca, gdzie na talerzykach wysychały. Po wyschnięciu były pakowane to torebeczek ze znaczkiem naszej szkoły. Uważam, że kiermasz był udany, a pierniczki niezwykle dobre i piękne!

Karotka i Vrona

Kilka słów o zajęciach teatralnych

Jak zapewne wiecie, klasa druga gimnazjum ma obowiązek uczestniczyć w jednych z trzech zajęć pod wspólną nazwą „zajęcia artystyczne”. Są to zajęcia plastyczne, muzyczne i teatralne, o których będzie dzisiejszy artykuł.

Zacznijmy od „prowadzącego” naszego kółka – pana Maćka. Jest to aktor z Teatru Słowackiego (grał w przedstawieniu „Zemsta”, na którym niektórzy z was pewnie byli). Bardzo dobrze prowadzi zajęcia. Pisze nam scenariusze przedstawienia, które później ćwiczymy, aby odegrać je podczas różnych okazji (np. na zakończenie roku szkolnego). Zawsze stara się podpowiadać nam, w jaki sposób mamy odegrać dany fragment. Oprócz tego jest bardzo miły i chyba każdy lubi z nim zajęcia.

Same zajęcia zaczynają się około 15:15 w czwartki i trwają dwie godziny. Uczestniczy w nich 8 osób – pięciu chłopców i trzy dziewczyny. Przedstawienie ćwiczymy albo od początku, albo tylko poszczególne sceny. Pan Maciek, jak na razie, chce, aby wszyscy spróbowali swoich sił jako dana postać (zapewne, aby zobaczyć, kto do tej postaci nadaje się najbardziej). Nad wyborem ról mamy pewną kontrolę – jeżeli nie chcemy grać jako jakiś bohater bądź bohaterka, nie musimy tego robić. Powoduje to, że każdy z nas może mieć jak najprzyjemniejszą dla niego rolę.

Jest jednak kilka minusów dotyczących naszych zajęć. Głównym z nich jest to, że trwają one do późna, prawie do zamknięcia szkoły. Na szczęście, możemy zamawiać jedzenie do szkoły, co oznacza, że nie umrzemy z głodu. Kolejnym minusem jest to, że o tak późnej porze każdy może być zmęczony. Szczęśliwie w tej sprawie także mamy ratunek. Jeżeli nie odgrywamy aktualnie swojej roli, możemy siąść i odpocząć sobie od trudów gry aktorskiej.

Czy poleciłbym zajęcia teatralne? Zdecydowanie mogę powiedzieć, że tak. Mimo późnej pory i trudności związanymi z odgrywaniem roli, zajęcia są bardzo przyjemne. Każdemu, komu chociaż trochę podoba się teatr, na pewno spodobają się te zajęcia.

P53UD0N1M

Magia w klasie 7

W dniu 30 listopada odbyły się wszystkim znane i kochane andrzejki. W tym roku tematem wybranym przez nasz nowy samorząd były  postacie z filmów. Kostiumy robione przez klasy 1-6 były świetne i dużo osób się dobrze wcieliło w udawaną postać. Jak co roku zabawy w salach urządzały starsze klasy. Dzieci były przydzielane do jednej osoby, która się nimi opiekowała i oprowadzała po salach. Było dużo klasycznych zabaw takich jak labirynt i wróżby. Szczęśliwymi zdobywcami piwnicy została klasa 3g.

Podczas  andrzejek w klasie siódmej trzy uczennice: Mira, Nina i Zosia zorganizowały wróżby. Na samym początku były tam trzy atrakcje, ale nikt jednej nie wybierał, więc zrezygnowano z niej. Zostało tylko wróżenie z kart Dixeit i z wosku. Mira i Zosia z wielkim powodzeniem opowiadały niestworzone historie na podstawie kształtu wosku, a Nina na podstawie wybranych przez uczestnika kart opowiadała mu o jego przyszłości. Wielu uczniom podobały się atrakcje, a jedna oprowadzająca nawet zachęcała do głosowania na nie. Niestety wiele osób zabierało jedzenie lub gasiło z trudem zapalone świeczki. Jeśli się nie chciało wróżb lub już się wszystko zrobiło, to można się było bawić magiczną niebieską masą. Masa była bardzo popularna, niestety kilka osób ją rozrzuciło i ogólnie nabałaganiło. Klasa 7 miała niemało sprzątania po andrzejkach.

Myślę, że andrzejki były udane i pewnie wielu osobom się podobały. Uczniowie prowadzący zabawy i uczestnicy tych zabaw dobrze się bawili.

 

Nina

Świąteczny Kiermasz w Donie

Jak co roku, w naszej szkole w grudniu odbędzie się kiermasz świąteczny. Celem kiermaszu jest uzbieranie pieniędzy, które przeznaczymy na pomoc potrzebującym, między innymi na Eliszkę i pięcioraczki.

Już od września na kółku pani Ludki szykujemy różne, piękne dekoracje, w tym między innymi kartki, wianki, pudełka, doniczki, choinki, bombki. Na kółku zawsze panuje miła atmosfera, chociaż trudno nam jest robić te piękne cudności po tych sześciu, siedmiu, a czasami nawet ośmiu lekcjach. Już dwa tygodnie przed kiermaszem nasi rodzice zwalniają nas z basenów i wf-u. Niektórzy jednak zamiast tego zostają w domu i pieką pierniczki, które później  w trakcie kiermaszu dzieci będą dekorować z małym wsparciem  pani Ani Ludwikowskiej i jej pomocników. Na kiermaszu będzie można zrobić sobie zdjęcie ze św. Mikołajem. Dla tych, którzy chcą chwilkę odpocząć, przygotowaliśmy kawiarenkę. W niej znajdować się będą napoje oraz różne ciasta i babeczki, które przygotowują uczniowie, ich rodzice oraz inni przyjaciele szkoły.

Między innymi dlatego zapraszamy do przyjścia na kiermasz świąteczny. Odbędzie się on w tę sobotę (2 grudnia) w naszej szkole. Będzie trwał od godziny 10 do 13. Serdecznie zapraszamy!

Vroncia^^

Uczniowie i prawo

W środę 9 listopada odwiedził klasę siódmą i część trzeciej gimnazjum student prawa. Opowiadał bardzo interesująco o trójpodziale władzy.  Nie nudziłam się ani trochę, a spotkanie trwało półtorej godziny. Myślę, że to przez to, że ciągle oczekiwał od nas aktywności. Chciał, żebyśmy mówili i zadawali pytania oraz sam je nam zadawał. Wiele się nauczyłam, bo omówiliśmy ten temat dość dokładnie. Władza dzieli się na ustawodawczą, czyli sejm i senat, wykonawczą – prezydent, rada ministrów oraz administracja rządowa oraz sądowniczą – sądy i trybunały. I to właśnie nazywamy trójpodziałem władzy. To podstawowe informacje, które każdy z nas powinien znać. Zaciekawiło mnie to, iż sędzia, gdy jest w stanie spoczynku, nie może być zatrudniony gdzie indziej, bo zawsze może zostać wezwany do pracy. Nie wiedziałam, że w kodeksie cywilnym jest artykuł poświęcony pszczołom ( art. 182). Bardzo ważną informacją jest to, że sejm dominuje nad senatem i nie dajmy się tu zmylić, chociaż mówimy, że izba wyższa to senat, a izba niższa to sejm. Bardzo mi się podoba, iż takie spotkanie zostało zorganizowane. Szkoda tylko, że nie mogliśmy swobodnie podyskutować na kontrowersyjne tematy, a jedynie odpowiadaliśmy na pytania prowadzącego. Mam nadzieję, że takich zajęć będzie więcej.

zodkiewka

RADosne poznawanie początków radu i polonu

We wtorek 21 listopada nasza szkoła miała zaszczyt ugościć panią profesor z Instytutu Fizyki Jądrowej im. Henryka Niewodniczańskiego. W ciekawy i RADosny sposób wprowadziła nas w świat fizyki, z którą do tej pory nie mieliśmy styczności. Na początku zapoznała nas z historią rodziny Skłodowskich oraz okolicznościami, w jakich Maria Skłodowska stała się fizykiem i jak zdobyła bardzo prestiżową nagrodę, jaką  jest Nagroda Nobla.  Następnie przeszliśmy do ciekawych doświadczeń, które jeszcze bardziej przybliżyły nam właściwości odkrytych przez nią pierwiastków. Dowiedzieliśmy się wiele o radioaktywnych właściwościach radu oraz o jego rozmaitych zastosowaniach, między innymi o wykorzystywaniu jego niezwykłych właściwości w medycynie, a dokładniej w terapii nowotworowej. Pierwiastek ten wykorzystywany jest również przy produkcji farb luminescencyjnych. Niestety długotrwały kontakt z radem może powodować poważne choroby. Na szczęście nie jest on groźny dla osób będących w jego pobliżu przez krótki czas, toteż jego obecność podczas prezentacji nie mogła negatywnie wpłynąć na stan naszego zdrowia. Mimo tego niektórzy obawiali się pobliskiej obecności tego pierwiastka, jednak pani prowadząca rozwiała skutecznie wszelkie obawy, prezentując odczyty z licznika Geigera, które nie były wysokie. Zapoznała nas także z historią o odkryciu radioaktywnych właściwości radu oraz opowiedziała wiele o badaniach, jakie Maria Skłodowska-Curie wraz z Piotrem Curie prowadzili nad tym pierwiastkiem. Prezentacja była bardzo interesująca, dzięki czemu chyba wszystkim się podobała.

Nickt

Czytaj dalej

Skutki nadmiernej ilości sprawdzianów – z serii trudne jest życie gimbusa

Jak wiecie, 3g to nie tylko testy z bieżącego materiału, ale i poprzedniego. W kwietniu czeka nas wielki egzamin gimnazjalny i profesorowie chcą nas przygotować. No i super, ale nie da się powtórzyć 60 stron starego materiału i 40 stron nowego w jedną noc… Ale nauczyciele w nas wierzą. Naprawdę doceniamy, ale podobno sen człowiekowi też jest potrzebny. Gimbusy chcą mieć życie, a zamiast spędzać czas z przyjaciółmi, muszą się uczyć. Czasem nawet bez skutku. Uczymy się do nocy, a przez brak snu nasz mózg wchodzi w fazę „ Chce tylko kołderki i kakao”. Potem zawalamy sprawdziany, a nauczyciele robią nam reprymendę na temat tego, że jak teraz się nie weźmiemy za naukę, to nie mamy co liczyć na dobre liceum i życie.. Hip hip hurra, pozytywne myślenie! Poza tym wyglądamy jak zombie, ale to nie jest ważne! Liczy się to, co jest w środku, czyli umierające z powodu niedospania  komórki  przeładowane wiedzą. Również r nauki robimy się agresywni (widać to szczególnie u chłopców, którzy aktualnie obrzucają się jedzeniem na przerwach). Przez nadmierny stres hormony nam skaczą jak szalone, przez co jesteśmy wysypani krostami bardziej niż zazwyczaj. Z tego powodu nie jesteśmy wstanie się na siebie patrzeć. Unikamy kontaktu wzrokowego z nauczycielem, nie dlatego, że nic nie wiemy, ale nie chcemy, by zobaczył  naszą prawdziwą twarz… Nawet nie wspominamy o tym, że maksymalna ilość sprawdzianów w tygodniu wynosi 3, a w ciągu dnia – 1. Tymczasem miewamy nawet 5. Jednak jesteśmy pewne, że te wszystkie sprawdziany zapewnią nam dostęp do świetnego liceum! A przynajmniej musimy tak myśleć, by nie zwariować od natłoku „teścików”. Najlepsze jest to, że te sprawdziany powtórkowy są wpisywane do dziennika, ale o poprawie nie ma mowy. Także o zawaleniu ich nie ma ( znaczy się teoretycznie). Oczywiście większość z nas daje w tym roku  z siebie jeszcze więcej, a większość nauczycieli docenia to gdzieś głęboko w swoim nauczycielskim serduszku, a w każdym razie mamy taką optymistyczną nadzieję.

Mehowe Panny

Dwa tygodnie męki, czyli konkursy przedmiotowe

Powoli kończą się wszystkie etapy szkolne konkursów przedmiotowych. Ja miałem takie ,,szczęście”, że brałem udział tylko w jednym. Wiele osób z mojej klasy uczestniczyło w kilku, na przykład w matematyce, fizyce, geografii i chemii. Sam nie wiem, czy to dlatego, że chcą mieć większe szanse na dostanie się do wymarzonego liceum, czy żeby tylko opuścić lekcje. Szczerze mówiąc, współczuję osobom, które brały udział w więcej niż dwóch konkursach. Wyobrażam sobie, jaki to musi być stres, kiedy trzeba uczyć się do kilku kompletnie niezwiązanych ze sobą przedmiotów. Całe szczęście, że wiele osób, które przygotowywały się do tychże konkursów, zdobyło wystarczającą ilośc punktów, żeby dostać się do następnego etapu – etapu rejonowego. Sama nazwa wzbudza grozę u nawet największych miłośników danego przedmiotu. Jeśli przedrą się przez ten koszmar, na konkursowiczów czeka prawdziwe piekło – etap wojewódzki. Istna masakra. Rzeź umysłów wszystkich przystępujących. Najwybitniejsze mózgi gimnazjalne rywalizują ze sobą w tym krwawym pojedynku na wiedzę, zdając sobie sprawę z tego, że tylko kilku z nich zostanie zwycięzcami. Nagroda jest potężna: wstęp do dowolnego liceum. Cudowny glejt, dzięki któremu nie trzeba (tak bardzo) martwić się o egzamin gimnazjalny. Żeby napisać konkurs i zostać laureatem, trzeba się nieźle namęczyć, ale myślę, że jest to warte swojej ceny. Zatem życzę wszystkim konkursowiczom powodzenia na kolejnych etapach i mam nadzieję, że dołączą do grona mistrzów przedmiotu i dostaną się do wymarzonych liceów.

WiecieKtoPisze