CERN – czyli tam, gdzie zaczyna się wszechświat

Podczas naszej wycieczki edukacyjnej do Szwajcarii głównym punktem programu było odwiedzenie CERN-u. Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN, bo tak brzmi pełna jej nazwa, to miejsce, gdzie szuka się odpowiedzi na tak fundamentalne pytania, jak na przykład to, jak doszło do wielkiego wybuchu. CERN znajduje się na północno-wschodnich przedmieściach Genewy i leży na granicy francusko-szwajcarskiej. W gigantycznych akceleratorach rozpędza się cząstki do niewyobrażalnych prędkości, wynoszących nawet 99.9 % prędkości światła, a następnie są one ze sobą zderzane. Efekty tych zderzeń są rejestrowane w ogromnych detektorach, dorównujących rozmiarami niejednemu domowi. Dane pozyskiwane z eksperymentów są przetwarzane przez komputery o potężnej mocy obliczeniowej. W ten sposób naukowcy prowadzą badania nad najbardziej tajemniczymi zagadnieniami wszechświata. To w CERN-ie odkryto długo poszukiwaną cząstkę elementarną zwaną bozonem Higgsa. Jednak CERN to także miejsce, z którego pochodzą znacznie bardziej znane nam rzeczy. Właśnie stamtąd pochodzi sieć WWW, bez której pewnie wielu współczesnych ludzi nie wyobrażałoby sobie życia. Tam też powstają najrozmaitsze rozwiązania technologiczne, które służą potem ludziom w różnych dziedzinach życia – począwszy od medycyny, po neutralizację odpadów nuklearnych. Największym obiektem CERN-u jest Wielki Zderzacz Hadronów (w skrócie LHC). Został on uruchomiony w 2008 roku, a długość tunelu, w którym się znajduje, wynosi aż 27 kilometrów. To właśnie dzięki niemu w 2012 roku udało się zaobserwować wyżej wspomniany bozon Higgsa. Jedną z przewodnich zasad CERN-u jest udostępnianie efektów swoich badań całemu światu, dlatego każdy może swobodnie korzystać z pozyskiwanej tam wiedzy.

Nickt

Co jest prawdziwą sztuką?

Co można rozumieć poprzez słowo „sztuka”? Większość odpowiedziałaby, że termin ten określa piękne obrazy, pełne detali rzeźby i wielobarwne freski. Jednak to nie jest wszystko. A co dokładnie możemy „podpiąć” pod to szeroko znane pojęcie?

Dzisiaj w klasie trzeciej gimnazjum odbyły się dwugodzinne zajęcia filozoficzne z dr Weroniką Pieńską, która omawiała dokładnie to zagadnienie. Na sam początek kobieta mówiła nam o znanej każdemu tęczy w Warszawie stworzonej przez Julitę Wójcik w 2010 roku. Dzieło zarówno podczas swojej ekspozycji na placu Zbawiciela w stolicy, jak i przed Parlamentem Europejskim w Brukseli było podpalane aż siedem razy! Jednak jaki był cel opowiadania nam o tej, zresztą z przeciekawą historią, budowli? Jak wcześniej napisałam,  tematem spotkania była sztuka. Okazało się, że każdy z nas tworzy sztukę – nieważne czy jest to olbrzymie malowidło czy obieranie ziemniaków (Julita Wójcik robiła to w muzeum, żeby pokazać, że każda praca domowa może być dziełem, a jednocześnie zwrócić uwagę na los kobiet i role, które muszą wykonywać). Pomiędzy uczniami i panią Weroniką nawiązała się dyskusja na ten temat.  Zastanawialiśmy się też, czy umieszczenie tęczy obok kościoła (bardzo starego, ponieważ była to jedna z nielicznych budowli, które ocalały po drugiej wojnie światowej) nie jest działaniem prowokacyjnym wobec niektórych grup społecznych. Poznaliśmy pojęcie „sztuka nowoczesna” od zupełnie nowej strony.

Bardzo miło i pożytecznie spożytkowaliśmy czas, słuchając o różnych odniesieniach dotyczących sztuki, którą każdy z nas może stworzyć. Mam nadzieję, że takie spotkania będą odbywały się częściej, ponieważ filozofia jest niezmiernie ciekawą dziedziną. Pozwala ona nam odkryć pewne zjawiska w społeczeństwie i kulturze, o których teoretycznie ludzie wiedzą, ale mało kto posiada o nich praktyczną wiedzę i umie wysnuć odpowiednie wnioski.

 

Bezimienna

 

Szwajcaria dla każdego

W następnym tygodniu całe gimnazjum z paroma nauczycielami i absolwentami naszej szkoły jedzie na siedem dni do Szwajcarii. Program jest bardzo obfity, ponieważ gimnazjaliści zobaczą również inne państwa, przez które będą przejeżdżać. W planie jest zobaczenie Norymbergii, gdzie sądzeni byli w latach 1945-1949 zbrodniarze III Rzeszy, Genewy położonej nad ogromnym Jeziorem Genewskim (co ciekawe, to właśnie w Genewie stykają się dwie rzeki – Rodan i Arve). Oprócz tego gimnazjalistów nie ominie zwiedzanie Lozanny, która słynie z założonego tam w 1917 roku Komitetu Narodowego Polski, Vevey, gdzie zmarł polski noblista Henryk Sienkiewicz, Chamonix z górą Mont Blanc, a punktem kulminacyjnym jest obejrzenie CERN-u (Europejska Organizacja Badań Jądrowych) i siedziby IUCN (Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody) w Gland.

Przygotowania idą pełną parą od bardzo dawna. Nawet osoby, które się tam nie wybierają ,muszą robić wszystkie czynności związane z podróżą. Każdy prowadzi dzienniczek podróży, w którym piszemy najważniejsze informacje o miastach, znajdujących się w planie zwiedzenia. Oprócz tego na lekcjach tworzymy plany, zaznaczamy na mapach, gdzie pójdziemy w dokładnej kolejności oraz omawiamy życia znanych Polaków, którzy przebywali w Szwajcarii, a niektórzy nawet tam zmarli (wspomniany wcześniej przeze mnie Henryk Sienkiewicz) .

Głównym celem jest jednak zobaczenie CERN-u, gdyż jest to bardzo interesujące miejsce. Jest on położony na granicy Szwajcarii i Francji, a największą atrakcją i chlubą tego miejsca jest zbudowany tam akcelerator cząstek, który służy do przyspieszania cząstek elementarnych  do prędkości prawie takich jak prędkość światła w próżni! Dodatkowo, to właśnie tutaj powstały pierwsze strony WWW i jednocześnie został stworzony język HTML.

Wycieczka zbliża się coraz to szybciej i myślę, że nawet jeśli niektórych uczniów  drażni to, że muszą na bieżąco uzupełniać dzienniki podróży, to nic nie pójdzie na marne, a emocje związane z tygodniową zagraniczną podróżą zostaną z nimi na bardzo długo!

Bezimienna

Bitwa na algorytmy

Informatyka to przedmiot, który niektórym kojarzy się z wpisywaniem do komputera – czyli niezwykłej i tajemniczej maszyny, o bliżej nieokreślonym sposobie działania – tajemniczych kodów, przypominających bardziej hieroglify egipskie niż naszą współczesną mowę. Można spotkać jednak także takie osobniki, którzy informatykę lubią i nie postrzegają jej jako czegoś polegającego na przywoływaniu tajemnych mocy. Uważają ją za coś interesującego i lubią poświęcać na nią swój wolny czas. Jeżeli poświęci się jej trochę czasu i chęci, można zauważyć, że wszystko jest w niej zrozumiałe  – okazuje się, że działanie komputera da się w logiczny sposób wytłumaczyć, a programowanie nie jest aż takie trudne i dziwne, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Gdy już pojmie się podstawy informatyki, nadchodzi pora na zademonstrowanie swoich umiejętności. Idealną okazją do tego jest branie udziału w konkursach. Tysiące fascynatów informatyki mierzą się ze sobą, rozwiązując różnego rodzaju zadania, podejmujące zarówno zagadnienia dotyczące budowy komputera, jak i te odnoszące się do programowania. Konkurencja jest duża, gdyż coraz więcej osób decyduje się, by wiązać swoją przyszłość właśnie z informatyką. Niestety, takie konkursy nie dają zadowalającej liczby punktów, która znacznie ułatwiłaby dostanie się do wymarzonego liceum. W tym przypadku znacznie lepiej nagradzani są finaliści i laureaci, którzy postawili na inne przedmioty, takie jak na przykład matematyka. Nie oznacza to jednak, że konkursy informatyczne są złym pomysłem – jest wprost przeciwnie! Jeżeli uważa się, że informatyka – lub dowolny inny przedmiot – jest dla nas czymś, w czym jesteśmy dobrzy, należy starać się rozwijać swoje umiejętności i mierzyć się z różnymi wyzwaniami, takimi, jak na przykład, właśnie konkursy.

Nickt

Wolne od szkoły w połowie kwietnia?

Czy to w ogóle możliwe, aby ktokolwiek miał wolne od szkoły na dwa miesiące do końca roku szkolnego? Wszystkim pewnie nasuwa się słowo: nie. Jednak trzeciogimnazjaliści przeczą tej odpowiedzi. Każdy chyba wie, że uczniowie, którzy chodzą do ostatniej klasy gimnazjum, w kwietniu muszą zmierzyć się z egzaminem gimnazjalnym. Przez wszystkie miesiące nauczyciela stają na głowie, aby przed testem kompetencji nauczyć swoich uczniów programu szkolnego z całych trzech lat. W kwietniu wszyscy gimnazjaliści klasy trzeciej piszą, a potem… No właśnie, a potem, co? Co maja robić biedni uczniowie trzeciej gimnazjum, którzy nauczyli się wszystkiego, czego od nich się wymagało? Przecież są tak wyedukowani i mądrzy, że teoretycznie chodzenie do szkoły nie ma sensu, prawda? Niestety, trzeciogimnazjaliści nie mogą w połowie kwietnia opuścić szkoły. Chociaż wszyscy skorzystaliby z tego. Nauczyciele nie musieliby wymyślać nowych tematów na lekcję, aby nie nudzić uczniów. Natomiast uczniowie nie musieliby przychodzić do szkoły,  siedzieć w niewygodnych ławkach i czekać na wybawienie w postaci dzwonka na przerwę. Jednak ktoś, kto wymyślił egzaminy, nie pomyślał, co uczniowie i nauczyciele mają robić przez dwa miesiące do końca roku szkolnego. Oczywiście nauczyciele zawsze znajdą sposób, żeby umilić czas w szkole, zapowiadając nam kolejną dawkę  sprawdzianów. Skoro skończyliśmy materiał, to teraz przyszedł czas na poprawianie ocen, aby każdy, kto chcę dostać się do dobrej szkoły, miał wzorowe oceny.  Myślałam, że po egzaminie gimnazjalnym będę miała spokój i odpoczynek. Niestety, teraz muszę wrócić do domu i uczyć się do sprawdzianu z matematyki…

Wiktoria

Trudne wybory młodych gimnazjalistów

Kiedy przeminął straszny i pełen grozy czas egzaminów, nastał okres poprawek i poważnego wyboru szkół ponadgimnazjalnych. U nas w klasie każdy zdecydował się na pójście do liceum. Jednak wybór satysfakcjonujących nas szkół nie jest taki łatwy jak się powszechnie wydaje! Musimy zarejestrować się w specjalnym systemie, w którym wybieramy szkoły pierwszego, drugiego i trzeciego wyboru. Nie byłoby to trudne, gdyby nie to, że nie wszystkie szkoły są w tym systemie i do niektórych trzeba samemu składać wnioski na papierze. O zgrozo! Jest to tak jak sprzed ery komputerów, która była (a przynajmniej niektórym się wydaje) dawno, dawno temu. Jednak nie tylko to jest naszym zmartwieniem, gdyż wybór dobrej szkoły, która spełnia nasze wymagania, jest jeszcze trudniejszy. Kiedy tonie się w ulotkach szkół, na których jedna deklaruje, że jest o wiele lepsza od drugiej, a ta druga od trzeciej, to naprawdę można się pogubić, gdzie chce się spędzić następne lata swojego życia. Kiedy już zdecydujemy się, w których murach będziemy czuć się spełnieni, to należy porównać ich oczekiwania ze swoimi wynikami z egzaminów i świadectwem. Za każdą ocenę czy działalność zbiera się punkty, które trzeba następnie pomnożyć przez 0,2. Takie procedury kojarzą się niektórym z grą – należy zbierać punkty za oceny, na które zapracowaliśmy wiedzą, a kolejny etap nauki, to taki poziom, który musimy przejść. Jedynym różnicą jest to, iż w życiu po „game over” nie ma „restart”.

Tak więc, można stwierdzić, że wybór szkoły tak naprawdę nie jest taki łatwy, a przed gimnazjalistami staje trudne zadanie do wykonania, bo od tego, co zrobią, zależy ich dalsze życie.

Bezimienna

Sposób na dobrą szkołę

Niezależnie od tego, czy jesteśmy w pierwszej, drugiej czy trzeciej gimnazjum, chyba każdy z nas chciałby się dostać do dobrego liceum. Prawdą jest, że w pierwszej gimnazjum niespecjalnie się o tym myśli, jednak pierwsza lepsza osoba, którą się o to zapytamy, powie, że chcę się dostać do dobrego liceum. Tak samo było w podstawówce, chociaż w naszej szkole trudno to zauważyć (między innymi dla tego, że większość osób chodzących do naszej szkoły wybrało się do naszego gimnazjum). W każdej z tych sytuacji, gdy przechodzimy czy to z podstawówki do gimnazjum, czy z gimnazjum do liceum, niestety nie jest łatwo. Owszem, do dobrego gimnazjum łatwiej się dostać niż do liceum, jednak problemy są podobne. Najprostszy i jednocześnie najtrudniejszy sposób to branie udziału w konkursach kuratoryjnych, które gwarantują wstęp do jakiegokolwiek gimnazjum bądź liceum. Najprostszym, ponieważ każdy z nas może spróbować swoich sił, jeśli tylko chce. Najtrudniejszym, ponieważ aby zdobyć ten wymarzony tytuł laureata lub chociażby finalisty, trzeba się niestety ciężko napracować. Owszem, pierwszy etap dla dobrego ucznia (przynajmniej z wybranego przedmiotu) może być łatwością, jednak kolejne etapy sprawiają o wiele większe problemy. Głównie dlatego, że materiał, którego uczymy się w szkole do wyższych etapów konkursu nie będzie niestety wystarczający. Co się z tym wiąże? Oczywiście uczenie się i to nie uczenie się na zasadzie: „Coś tam zrobię przed konkursem”, a uczenie się „trybem intensywnym” (chyba że ktoś ma tak świetną pamięć, że wszystko zapamięta). Nawet jeśli uda nam się przejść do ostatniego etapu, niekoniecznie mamy zagwarantowany tytuł finalisty. Otóż od tego roku w gimnazjum (w podstawówce możliwe, że też, chociaż sam nie wiem) potrzeba zdobyć jakiś procent punktów, aby otrzymać tytuł finalisty (nie wspominając już o tytule laureata). Dla niektórych (lub nawet większości) jest to dodatkowa trudność, bo łatwiej jest przejść do ostatniego etapu, niż jeszcze zdobyć w nim odpowiedni procent punktów.

Artykuł ten mogę zakończyć jednym prostym zdaniem: konkursy to dobry pomysł, jednak nie zawsze skuteczny.

P53UD0N1M

Piętnaście minut literatury

W naszej szkole odbył się ostatnio Tydzień Czytania. Przez pięć dni uczniowie przynosili do szkoły książki, by o godzinie dziewiątej piętnaście oddać się ich lekturze. Wśród uczniów panowało duże zróżnicowanie literackiego gustu. Z moich obserwacji wynika, że dominują jednak powieści fantastyczne. Można natknąć się też na utwory odnoszące się do wojen przyszłości i post-apokaliptycznego świata – takie książki można znaleźć przede wszystkim u chłopców. Tydzień Czytania ma zachęcić uczniów do sięgania po różne książki, a nie ograniczania się do minimum, czyli lektur szkolnych – choć bywają osobniki, którym są obce nawet te dzieła. Znaczna część osób, gdyby tylko mogła, nie czytałaby pewnie nic lub sięgała po książki w ostateczności. Są oczywiście także ci, dla których czytanie jest przyjemnością – pozostają oni nadzieją dla współczesnej cywilizacji. Podczas Tygodnia Czytania nadarza się okazja, by te przypadki, którym czytanie kojarzy się raczej z męką i cierpieniem, poświęciły na tę znienawidzoną przez nich czynność choć piętnaście minut dziennie. Może to doprowadzić do wzrostu ich zainteresowania tym zajęciem, dzięki czemu istnieje szansa, że zechcą poświęcić na nie nieco więcej czasu, również w domu. Podczas poszukiwań książki, która jest niezbędnym przedmiotem podczas Tygodnia Czytania, można natrafić na coś, co naprawdę nas wciągnie. Może się okazać, że z pozoru nudna książka, która kurzy się, leżąc na szafie, okaże się naprawdę interesująca i sprawi, że zechcemy sięgnąć po kolejne tytuły. W ten sposób Tydzień Czytania może pomóc w walce z analfabetyzmem i niechęcią do literatury.

Nickt

Nie takie straszne egzaminy

19.04, 20.04, i 21.04 wszyscy uczniowie klasy trzeciej gimnazjum (w tym ja) pisali egzamin gimnazjalny. Pierwszego dnia pisaliśmy dwa testy, jeden z j.  polskiego, a drugi z połączenia historii i WOS-u, drugiego dnia z przedmiotów przyrodniczych (biologia, chemia, geografia i fizyka) i matematyki. Trzeciego dnia zaś musieliśmy napisać dwupoziomowy (podstawowy i rozszerzony) egzamin z języka angielskiego. Czas oczekiwań na testy podczas Świąt Wielkanocnych zapewne dla każdego był stresujący.

Pierwszy dzień był (przynajmniej dla mnie) względnie łatwy. Nikogo nie zaskoczyło to, że do napisania była „uwielbiana” przez wszystkich rozprawka. Jednak cała klasa główkowała, jak napisać, że marzenia mają sprawczą moc (lub jej nie mają), bo właśnie taki był temat naszego wypracowania. Historia z WOS-em absolutnie nikogo nie zaskoczyła. Na historii czytaliśmy o ziomkach, kupcach z zachodu odwiedzających Gdańsk, a po czasie, który był przeznaczony na pisanie, odbyła się między nami dyskusja na temat tego, czym jest szara strefa. Do takiej nietypowej rozmowy zainspirowało nas pytanie wymagające zaznaczenia spośród czterech tekstów tego, który pasuje do opisu tzw. szarej strefy.

Drugi dzień każdy ocenia inaczej. Dla niektórych testy były łatwe, a dla innych bardzo trudne. Przeczytać mogliśmy przede wszystkim o niciach kwasu nukleinowego i kulach w wodzie. O tych kulach wybuchła potem zacięta dyskusja o to, które kule się zanurzyły, a które nie i wielu innych fascynujących lub nie rzeczach.

Trzeciego dnia egzaminy były bardzo łatwe. Angielski na dwóch poziomach każdemu poszedł dobrze, a niektórzy uważają, że z podstawowego zdobyli nawet 100%! Czasami trudność sprawiało nam słuchanie, bo bywało tak, że ludzie czytający  teksty na płycie mówili niewyraźnie lub za cicho. Lecz i z tym my, gimnazjaliści, sobie poradziliśmy.

Egzaminy gimnazjalne, przynajmniej w  moim odczuciu, nie były tak bardzo trudne, jak się nam wydawało. Jednak ciężka praca i zostawanie niekiedy po lekcjach popłaciły. Mam nadzieję, że następnym rocznikom pójdzie tak samo dobrze jak nam!

Bezimienna

Avada kedavra basenu – z serii trudne jest życie gimbusa

We wtorek, 25 kwietnia, weszliśmy do szkoły, żeby usłyszeć tragiczną nowinę o awarii na basenie Korony. Okazało się, że bakterie o jakiejś mądrej nazwie, której niestety nie znamy, zaatakowały nasz kochany basenik. Łzy napłynęły nam do oczu na tę wieść. Lecz cóż poradzić na takie nieszczęście? Odpowiedź była jedna. Wrócić pogrążonym w żałobie do domu, z beznadziejnie suchą głową i pełni energii, której nam nie zdążono, jak zawsze, wyssać. . Na szczęście nasze kochane nauczycielki od WF-u zadbały o to, by nadrobić tę straconą godzinę. Nigdy w życiu mechowe panny nie wypiły tyle wody na WF-ie, co kolejnego dnia.  Gdy się nawadniałyśmy, to cały płyn uciekał w postaci mechowego potu. Najgorsze jest to, że panie każą nam wykonywać jakieś fantastyczne (to znaczy straszne) ćwiczenia, a same tylko się przypatrują i wytykają palcem, co się robi źle. To dopiero motywacja! Jak się okazało, jedynie niektórzy wiedzieli o smutnym końcu Korony. Ponad połowa uczniów i tak nie planowała pływać na basenie.  Mamy nadzieję, że czyszczenie basenu zajmie co najmniej dwa miesiące (absolutnie nie chodzi o to, że wtedy już będzie koniec roku szkolnego), ponieważ chcemy mieć pewność , że jest czysty. Przed nami jeszcze wiele atrakcji sportowych. Już nie możemy się doczekać wspaniałego turnieju , który odbędzie się 10 maja.  Na pewno nie zawiedziemy naszej klasy! Zrobimy wszystko,  by się pojawić w ten ważny dzień, jednak nie wszystko da się przewidzieć…

Mehowe panny